Prenumerata
 

Jeśli jesteś zainteresowany otrzymywaniem naszego newslettera o terroryzmie, służbach specjalnych, ochronie informacji i przestępczości zorganizowanej to wpisz swój adres w okienku prenumerata i zaloguj się. Prenumerata jest całkowicie bezpłatna, a newsletter otrzymywać będziesz nie częściej niż dwa razy w tygodniu. Jeżeli masz uwagi do naszego newslettera, to prześlij je nam na adres, który znajdziesz w zakładce "Kontakt".

Ustaw stronę jako startową

Komunikaty
Prawo
Linki
Kontakt
Partnerzy








Postępowanie w przypadku incydentu zakładniczego na morzu
Szczecin, styczeń 2010
Email
Image"
źródło: B. Fryszkowski, Maritime Safety & Security
- Chcę opowiedzieć, jak to było. Jak porwano mój statek - rozpoczyna swój wykład kapitan Marek Niski, dowódca okrętu Sirius Star, który spędził dwa miesiące w niewoli somalijskich piratów.

Kapitan Marek Niski zachowuje się tak, jakby dwumiesięczne porwanie przez somalijskich piratów nie odcisnęło na nim żadnego piętna. Jest spokojny i opanowany. Pokazuje kolejne slajdy i rzeczowo opowiada o tym, co go spotkało. Zatrzymuje się dłużej przy zdjęciu, na którym widać bezkres oceanu i czyste, błękitne niebo. - Tamtego dnia była piękna pogoda. Nigdy nie widziałem tak pięknej pogody w tamtym zakątku świata - mówi.

Image"
źródło: B. Fryszkowski, Maritime Safety & Security
Kapitan Niski dowodził statkiem Sirius Star, największym, jaki kiedykolwiek padł ofiarą somalijskich piratów. Okup za zwolnienie załogi wyniósł dwa miliony dolarów.

Wykład kapitana Niskiego był częścią szkolenia „Postępowanie, obrona, minimalizacja strat w przypadku incydentu zakładniczego na morzu” organizowanego przez Maritime Safety&Security. Kurs poświecono głównie problemowi piractwa w rejonie Rogu Afryki. A z roku na rok robi się on coraz poważniejszy. Piraci operują już w odległości około 1000 mil morskich od brzegu, co oznacza, że prawdopodobnie założyli swoje bazy na wyspach i wysepkach Oceanu Indyjskiego. Bezpośrednie straty związane z ich działalnością sięgają nawet 150 mln dolarów. Nie da się jednak oszacować strat pośrednich, związanych m.in. z większymi kosztami ubezpieczenia statków pływających na tym jednym z najbardziej uczęszczanych szlaków morskich na świecie, wydatkami na środki bezpieczeństwa oraz wpływem tych czynników na światowe ceny ropy i gazu, wydobywanego w Zatoce Perskiej. Somalijscy piraci działają w rejonie świata szczególnie istotnym dla światowej gospodarki i bezpieczeństwa energetycznego.

W przypadku Sirius Star piraci pojawili się w miejscu, gdzie teoretycznie nie powinno ich być - daleko od brzegu oraz prawie na wysokości granicy z Kenią. W pewnym momencie na horyzoncie pojawiły się dwa skiffy, czyli małe, szybkie łodzie, używane jako jednostki abordażowe. Przeważnie pływa na nich od 4 do 10 piratów, są uzbrojeni w wyrzutnie rakiet RPG oraz broń automatyczną. Kapitan Niski przyznał, że niewiele statków handlowych ma szansę im umknąć. Różnica prędkości, a także czas, jaki tankowiec potrzebuje, by rozwinąć pełną prędkość, sprawiają, że ucieczka jest właściwie niemożliwa. Jedyną rzeczą, jaką może zrobić zaatakowany statek, to wykorzystanie pozostałego czasu (w przypadku Sirius Star była to godzina) na przygotowanie psychiczne załogi i statku na nadchodzące wydarzenia (kapitan Niski wspominał, że całe zamrożone mięso podpisali jako Pork - wieprzowina, której muzułmanie z przyczyn religijnych nie tykają) oraz na zawiadomienie odpowiednich instytucji oraz armatora o incydencie.

Image"
źródło: B. Fryszkowski, Maritime Safety & Security
W przypadku każdego porwania kluczowa jest pierwsza godzina (mówiła o tym w swoim wykładzie mjr dr Angelika Szymańska, psycholog wojskowy), kiedy porywacze są równie zdenerwowani, co ich ofiary. Nietrudno wtedy o tragedię. W przypadku somalijskich piratów problemem jest również bariera językowa.
- Porozumienie z nimi było niezwykle trudne. Oni nic nie rozumieli, a przede wszystkim nic nie wiedzieli o tym, co jest czym na statku. Dla nich miernik gazu wyglądał jak radiostacja - opowiadał kapitan Niski.

Co gorsza, piraci nie mieli doświadczenia w posługiwaniu się bronią, która często wypadała im z rąk i była w fatalnym stanie technicznym. Do tego cały czas byli pod wpływem czuwaliczki jadalnej, u nich znanej jako khat, rośliny o właściwościach stymulujących, która w wielu krajach uznawana jest za narkotyk.

Późniejszy okres porwania jest łatwiejszy do przeżycia dla porwanych. Porywacze są mniej zdenerwowani i mają świadomość, że panują nad sytuacją, co działa na nich uspokajająco. Innym czynnikiem jest wystąpienie syndromu sztokholmskiego tak u porywaczy, jak i u ofiar porwania. Wzajemna nić sympatii w kluczowym momencie może sprawić, że porywacze nie zdecydują się na zabicie porwanych. Problemem jest niewątpliwie przedłużające się odosobnienie, nuda i rosnąca z każdym dniem frustracja u porwanych, która może doprowadzić do konfliktu.

Uzupełnieniem kursu było omówienie sytuacji politycznej w Somalii, zajęcia z pierwszej pomocy, ze szczególnym uwzględnieniem ran postrzałowych i urazów związanych z użyciem ładunków wybuchowych (zajęcia prowadzone przez lekarzy wojskowych) oraz symulacja ataku na statek i incydentu zakładniczego.
Wojciech Chmielarz
 
Wyszukiwarka
Najczęściej czytane
więcej ...
Relacje, opinie, komentarze
więcej ...
Wydarzenia
Partnerzy








 
Redakcja: NiW Serwis, ul. Foksal 3/5, 00-366 Warszawa, tel. 022 828 58 21, fax. 022 692 49 56 Kontakt